Showing posts with label handbags. Show all posts
Showing posts with label handbags. Show all posts
07/03/2012
09/10/2011
24/03/2011
23/01/2011
16/01/2011
11/11/2010
01/11/2010
23/10/2010
16/09/2010
08/08/2010
Sylwia

Czerwony Kapturek. Ostatnio ktoś właśnie tak określił mój styl - myślę, że jest to całkiem trafne określenie, jako że najczęściej można mnie zobaczyć właśnie w czerwonym kolorze. Lubię styl dziewczęcy, bajkowy, momentami trochę dziecinny - i nie wstydzę się tego dziecka w sobie, raczej staram się je pielęgnować - mówi 25-letnia Sylwia.
Ciężko jej zdefiniować własny styl jednym słowem - lubi zmiany i zabawę modą. Pewne rzeczy są jednak u niej niezmienne.
- Obecnie 90% mojej garderoby to sukienki, nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam na sobie dżinsy - mówi. Pytana o największą inspirację, wymienia kolory. Bardzo jej ich na polskich ulicach brakuje, dlatego najczęściej wybiera żywe, energetyczne kolory i ich zestawienia. Wychodzi z założenia, że to, co na siebie rano włoży, generuje jej samopoczucie na cały dzień.
- Wszędzie tylko te szarości, brązy, czernie... marzy mi się ulica taka jak w Helsinkach pokazanych na stronie Hel Looks - ta swoboda i luz w łączeniu różnych stylów i kolorów to coś wspaniałego - opowiada. Ponieważ Sylwia gustuje w ubraniach-przebraniach, czasami ludzie pytają z jakiej okazji się "przebrała" albo dlaczego jest dzisiaj taka elegancka, a dla niej to po prostu codzienny strój.
Nie trzyma w szafie sukienek "na specjalne okazje", każdy dzień jest dla niej wyjątkowy i zawsze zakłada to, na co akurat ma ochotę. Interesuje ją tkanina, krój, jakość szycia, sposób układania się na ciele oraz unikatowe rzeczy. Zwykle ubiera się w second handach oraz vintage shopach, sporo ubrań odziedziczyła także po mamie.
- Lubię ubrania z historią, związane z jakimś wspomnieniem. Mam nawet w szafie sukienkę, w którą ubrana była moja mama, gdy poznała mojego tatę. To samo tyczy się biżuterii, mam to szczęście, że nie tylko moja mama, ale również babcia jest strojnisią i często zaglądam do szkatułki ze skarbami, które od niej dostałam - opowiada. Ceni sobie minimalizm i zwykle albo ma na sobie tylko jedną sztukę biżuterii, albo nie zakłada jej w ogóle. - Uważam, że złote guziki przy żakiecie czy finezyjna torebka są wystarczającymi ozdobami. "Less is more" - mniej znaczy więcej.
Sylwia kończy właśnie pisać pracę magisterską na temat wykorzystania symboli i postaci religijnych we współczesnej modzie zachodniej. Poza tym pracuje w agencji eventowej. Swoją przyszłość chciałaby jeszcze bardziej wiązać z modą, rozwijać się w tym kierunku, zostać stylistką lub personal shopperem. Marzy jej się otworzenie kiedyś własnego vintage shopu.
- Mam także w planach zakup maszyny do szycia, więc kto wie, może nagle odkryję w sobie ukryty talent designerski? - mówi.
Więcej jej stylizacji znajdziecie na jej lookbookowym profilu.
01/08/2010
Adrianna



Wydawałoby się, że w modzie wszystko już było. Historia zatacza koło - od kilku lat obserwować można niekończące się zainteresowanie vintage. Obok tego trendu karierę robi eklektyzm - mieszanie ze sobą pozornie różnych elementów.
Efekt bywa interesujący, taki sobie lub powiedzmy sobie szczerze, godny pożałowania. W zależności od tego, czy jest to eklektyzm twórczy, czy też tylko odtwórczy, polegający na skopiowaniu tego, co akurat jest popularne. Żeby bez przerwy nie marudzić, jak jest niedobrze na polskich ulicach, skupmy się na tym pierwszym efekcie.
Adrianna, bohaterka zdjęć, na co dzień pracuje jako stylistka w Paryżu, do Krakowa przyjechała na kilka dni, odwiedzić rodzinę. Na zdjęciach ma na sobie zestaw, na widok którego jej babcia lub wiekowa prababcia mogłaby się chwycić za głowę - bo czy zwykły bawełniany T-shirt (tyle że z oryginalnym nadrukiem) może pasować do takiej spódnicy z żakardu, wytłaczanego we wzory i eleganckiej torby (projektowanej dla Chloe przez samą Adę)? Możliwe, że sama Coco Chanel, która mówiła, że moda nie powinna rodzić się na ulicy, byłaby przerażona obecnymi trendami, w tym projektami swojego następcy, Karla Lagerfelda. Zamknięta w swojej pracowni przy Rue Cambon wróciłaby do szycia garsonek wypierając z pamięci to, co zobaczyła na zdjęciach w gazetach lub w internecie.
Dziś mało rzeczy jest już obciachem, jest to pojęcie, które zanika. O ile można by wręcz zaryzykować twierdzeniem, że w dobie Lady Gagi nic już nie jest żenujące; o tyle łączenie butów i torebki w jednym kolorze jest zdecydowanie passe i świadczy o braku fantazji lub niedoborze dodatków w szafie. Moda jest jednak (na szczęście) niczym stereotypowa kobieta - kapryśna i mało logiczna, bo co innego supermodne łączenie dżinsu z dżinsem - byle były to materiały o różnych fakturach i w różnych odcieniach, a co innego widziany często na ulicach dżinsowy "mundurek" typu kurtka i dżinsy. Wybieg rządzi się swoimi prawami. Można na nim wszystko, co udowadniało już wielu, tymczasem na ulicach - "wszystko można, byle z wolna i z ostrożna". Od interpretacji zależy, czy efekt nie będzie zbyt dosłowny kiczowaty, tandetny lub przerysowany - jak wyszło Adriannie?
22/06/2010
Asia / Warszawa
Od tej pory, od czasu do czasu będę publikować również posty warszawskie. Oto pierwszy z nich. Rozpoczynam współpracę z działem mody w Wirtualnej Polsce. Jeszcze nie wiem, co z tego wyniknie - kiedy coś konkretnego wyniknie, na pewno dam znać.
Na początku lipca - pobudka uśpionego z racji na moją sesję, działu Modne Miasto Kraków, tym razem już pod egidą krakowskiego internetowego Co Jest Grane, w nowej szacie graficznej.

Na początku lipca - pobudka uśpionego z racji na moją sesję, działu Modne Miasto Kraków, tym razem już pod egidą krakowskiego internetowego Co Jest Grane, w nowej szacie graficznej.

23/05/2010
01/05/2010
02/04/2010
P. Janina



Pani Janina. Wiek: 89 lat. W Krakowie od 1945 roku, z tym samym mężem od 61 lat. I wciąż tak samo elegancka.
Kapelusz pochodzi z Paryża, kilka razy zdarzyło nam się z mężem zrobić sobie tam wycieczkę. Można powiedzieć, że to jedna z "pamiątek", dostałam go od przyjaciółki. Peleryna pochodzi z Wiednia. Mam jeszcze taką zimową, z futrem, taką troszeczkę krótszą. Rękawiczki i torbę kupiłam sobie w Krakowie, "małym Wiedniu", jak się mówi, nie pamiętam już gdzie dokładnie.
Akurat teraz noszę żałobę po swoim mężu, byliśmy ze sobą 61 lat. Poza tym noszę i lubię brązy, beże, i dużo czarnego, nie tylko teraz Zawsze lubiłam i lubię nadal jakieś przyjemne, nietypowe, ładne rzeczy. Nie starałam się być na bieżąco za wszelką cenę, wybierałam sobie z mody to, co moim zdaniem do mnie pasowało, tonowałam ją. Nigdy na przykład nie nosiłam mini, a moja córka uwielbiała.
Obecna moda, patrząc na moje wnuczki i prawnuczki, wcale mi się nie podoba. Wszystko jakieś takie niedobrane... Mój mąż mówił: "Gdzie te dziewczyny z dawnych lat ". Moja wnuczka chodzi do szkoły baletowej, córka zresztą też ją kończyła - one już się nie starają. Ciągle te spodnie i spodnie, żadnych spódnic, sukienek. W spodniach najwygodniej. Ja też czasem je noszę, ale nie zawsze.
Mój mąż był fanem fotografii i mam 60 albumów ze zdjęciami, moimi i naszymi. Można powiedzieć, że całe kalendarium naszego życia i tego, jak się wtedy nosiliśmy, bo on też był elegancki. Czasami, kiedy gdzieś razem wychodziliśmy czy jeździliśmy, ludzie robili nam zdjęcia i mówili, że wyglądamy razem jak "para z Hollywood". Od młodości wyrabiałam sobie gust i własny styl, mam to po swojej mamie - zawsze była pięknie ubrana - wzorowałam się na niej. A to były czasy jeszcze przedwojenne. Samą wojnę przeżywaliśmy ciężko. Zostaliśmy wygnani ze wschodu, ja byłam ze Stanisławowa, za Lwowem, na obrzeżach kraju. Wszystko tam zostało, musieliśmy zaczynać od nowa.
No i niestety tutaj później przyjechaliśmy, to był 1945 rok. Niestety, bo bardzo byliśmy przywiązani do tamtych miejsc. Straciliśmy majątek, byliśmy "herbowi", ale cóż - już teraz nieważne to wszystko. Człowiekowi pod koniec życia wszystko to wydaje się nieważne. Najważniejsze jest to, żeby z każdej chwili brać wszystko, co najlepsze.
03/12/2009
Szilveszter


Szilveszter pochodzi z Węgier. Ma tylko 19 lat, ale już sporo sukcesów na koncie. Sam siebie określa słowem "multifunkcyjny": fotografuje, stylizuje, projektuje ubrania, zajmuje się fryzjerstwem i makijażem. Zdjęcia jego autorstwa można znaleźć m.in. w węgierskiej Elle.
- Uwielbiam węgierskich projektantów: Nanushka, Reka Vago, Nos, Kata i Mono Fashion. Podobają mi się kolekcje Kenzo inspirowane folkiem - zwłaszcza rosyjskim. Poza tym cenię też Alexandra McQueena, Ann Demeulemeester, Karla Lagerfelda i Johna Galliano, ale moim ulubionym jest ostatnio Gareth Pugh - opowiada.
Lubi nosić ubrania Burberry, Louis Vuitton i Lanvin. Dlaczego właśnie te marki? Szilveszter odpowiada: - Oni są inni i unikatowi, łatwo te ubrania wymieszać tak, że całość zyskuje na indywidualności. Owszem, są drogie, ale często za ceną idzie wysoka jakość. Louis Vuitton to dla mnie wysoka półka, jeśli chodzi o elegancję, Burberry to klasyka codziennego "brytyjskiego" ubrania, a Lanvin i McQueen wybiegają myślą naprzód.
Szilveszter zna też jednego polskiego projektanta - łódzkiego Plastikowego. - Chciałbym mieć coś z jego kolekcji - mówi.
Swój styl opiera na modzie vintage, przywiązuje wagę do dodatków. Inspirują go rosyjski i węgierski folk, angielskie filmy kostiumowe. Lubi ciepłe kolory, uwielbia torby - ma ich ponad 20 i kolekcjonuje nadal - to jego ulubiona część garderoby. Często zakłada rosyjską uszankę.
- Poza tym bardzo lubię nosić zaprojektowany przez siebie T-shirt, który można zobaczyć na zdjęciu - dodaje. W modzie nie lubi dosłowności i kalek: drażni go stylizacja na jedną, określoną subkulturę, chce pozostać sobą. Pytany o plany na przyszłość odważnie odpowiada, że jego marzeniem jest praca w paryskim Vogue'u. Chciałby też fotografować, właśnie w Paryżu lub w Moskwie: - Myślę, że się nadaję i zrobię wszystko, by to osiągnąć - przekonuje.



























